
10km Alex 38:50/6 Marcin 40:26/12 Robert 39:16/8
world in my eyes
Od zawsze biegi organizowane w Lesie odbywały się w zimowej scenerii. Tym razem nie było śniegu, było ciepło. W sam raz na rekordy. Świeciło piekne słońce (tak naprawdę, to padało – ale delikatnie, można było nie zauważyć, że pada) a my czekaliśmy na start. Kilka minut przed wystrzałem skończyła się sielanka i zaczęło naprawdę porządnie padać. A gdy sędzia już miał odgwizdać start, deszcz skończył się równie szybko jak się zaczął.
behind the weel
Ustawiłem się parę osób za Alexem i Roberto, bo czułem się nie najlepiej – byłem troszkę podziębiony. Wystartowaliśmy, a mi załączył się odpowiedni tryb pracy i… zacząłem wyprzedzać raz po raz- na prostych, na podbiegach, na zbiegach… Aż znalazłem się parę metrów za Roberto, oraz poczułem, że takim tempem nie dociągnę do końca. Troszeczkę odpuściłem i zakończyłem pierwsze kółko.
enjoy the silence
Drugie kółko pobiegłem kilkanaście sekund wolniej niż poprzednie. Skupiłem się na utrzymaniu tempa, na odpoczynku, i na złapaniu paru osób, które usiłowały przede mną uciec. Nic ciekawego.
rush
Wyprzedziłem gości, którzy byli przede mną i dawaj – do mety. A przede mną całe okrążenie! I byłbym się nudził tak biegnąc samotnie, ale zacząłem dublować- za każdym razem troszku przyspieszając, bo fajnie jest tak śmignąć na pełnej prędkości. Dodatkowo- jak widziałem kogoś przede mną, to liczyłem że to kolejni zawodnicy do wyprzedzenia, kolejne miejsce w stronę podium. Niestety! Goście przede mną byli poza moim zasięgiem – na mecie zameldowali się pół minuty przede mną.
and then…
I tak wpadam sobie radośnie na metę. Rozpoznałem temat, poznałem swoje możliwości, wiem kogo trzymać się następnym razem. Słowem – cudownie! Byle tylko następnym razem nie okazało się, że jest -20C, a zawodnicy grzęzną w zaspach
Ach, byłbym zapomniał, a to rzecz ważna podkreślenia. Kto zajął pierwsze miejsce? No kto? Nikt inny jak sam Robert Celiński Polska!