Archiwum kategorii ‘Zimowe Biegi Górskie’

Falenica, Zimowe Biegi Górskie IV

2007-03-17

To najładniejsze moje zdjęcie jakie widziałem

10km Alex 37:37/1 Marcin 40:12/8

Ostatni bieg zawodów, miejsca są w zasadzie ustalone, pozostaje tylko dać z siebie wszystko i spróbować wyprzedzić tego i owego.

Alex wyprzedza absolutnie wszystkich i to już po raz drugi. Nie pozostawia złudzeń, nie bawi się w taktykę – ostro do przodu po zwycięstwo. Mi miga jego koszulka tylko raz, na ostatnim kółku, on zbiega ze wzniesienia, ja na nie wbiegam. Cieszę się, że mnie nie zdublował :)

W telegraficznym skrócie: pierwsze kółko to zajęcie pozycji do ataku na zawodnika, który jest przede mną w klasyfikacji. Drugie to odpoczynek po pogoni. A trzecie to atak i pogoń za kolejnym zawodnikiem.

Falenica, Zimowe Biegi Górskie II

2007-02-11

Jak to wygląda

10km Alex 41:26/4 Marcin 42:52/8

Zzzzzimno

Co by tym razem naskrobać…

Zimowe biegi tym razem nie tylko z nazwy. Było zimno i było dużo śniegu. Gdy po przebudzeniu spojrzałem na termometr, zobaczyłem – 16 stopni! Myślałem, że nikogo nie będzie na starcie – a jednak byli wszyscy! Tacy twardzi jesteśmy.

Na starcie ustawiłem się za grupką zawodników, która zostawiła mnie z tyłu poprzednim razem. Wystartowaliśmy, ja załapałem się do jakiejś wolniejszej grupki. Rozpychałem się ramionami, przepraszałem za chamskie zachowanie i parłem do przodu aby ich dogonić.

Dogoniłem i zdałem sobie sprawę, że biegniemy cholernie mocno. Trochę spuściłem z tonu i trzymałem się za jednym z zawodników. Tak się trzymałem i trzymałem, minęło okrążenie, minęło drugie a ja zdałem sobie sprawę, że jeśli oni nie spuchną, to ja nie dam rady ich dopaść. Niestety!

No i rady nie dałem. Na ostatnich podbiegach odeszli mi, a ja kompletnie nie miałem siły ich gonić. Powiem tak: zaszkodziły mi podbiegi! Za słaby jestem i każdy podbieg w śniegu był dla mnie morderczy.

Z mocnym postanowieniem poprawy tej sytuacji – czyli poćwiczenia siły a nie wytrzymałości – żegnam,

wasz Marcin.

Falenica, Zimowe Biegi Górskie I

2007-01-13

Jak to wygląda

10km Alex 38:50/6 Marcin 40:26/12 Robert 39:16/8

world in my eyes

Od zawsze biegi organizowane w Lesie odbywały się w zimowej scenerii. Tym razem nie było śniegu, było ciepło. W sam raz na rekordy. Świeciło piekne słońce (tak naprawdę, to padało – ale delikatnie, można było nie zauważyć, że pada) a my czekaliśmy na start. Kilka minut przed wystrzałem skończyła się sielanka i zaczęło naprawdę porządnie padać. A gdy sędzia już miał odgwizdać start, deszcz skończył się równie szybko jak się zaczął.

behind the weel

Ustawiłem się parę osób za Alexem i Roberto, bo czułem się nie najlepiej – byłem troszkę podziębiony. Wystartowaliśmy, a mi załączył się odpowiedni tryb pracy i… zacząłem wyprzedzać raz po raz- na prostych, na podbiegach, na zbiegach… Aż znalazłem się parę metrów za Roberto, oraz poczułem, że takim tempem nie dociągnę do końca. Troszeczkę odpuściłem i zakończyłem pierwsze kółko.

enjoy the silence

Drugie kółko pobiegłem kilkanaście sekund wolniej niż poprzednie. Skupiłem się na utrzymaniu tempa, na odpoczynku, i na złapaniu paru osób, które usiłowały przede mną uciec. Nic ciekawego.

rush

Wyprzedziłem gości, którzy byli przede mną i dawaj – do mety. A przede mną całe okrążenie! I byłbym się nudził tak biegnąc samotnie, ale zacząłem dublować- za każdym razem troszku przyspieszając, bo fajnie jest tak śmignąć na pełnej prędkości. Dodatkowo- jak widziałem kogoś przede mną, to liczyłem że to kolejni zawodnicy do wyprzedzenia, kolejne miejsce w stronę podium. Niestety! Goście przede mną byli poza moim zasięgiem – na mecie zameldowali się pół minuty przede mną.

and then…

I tak wpadam sobie radośnie na metę. Rozpoznałem temat, poznałem swoje możliwości, wiem kogo trzymać się następnym razem. Słowem – cudownie! Byle tylko następnym razem nie okazało się, że jest -20C, a zawodnicy grzęzną w zaspach :)

Ach, byłbym zapomniał, a to rzecz ważna podkreślenia. Kto zajął pierwsze miejsce? No kto? Nikt inny jak sam Robert Celiński Polska! ;)