
21 097 m Alex 1:17:43/42 Marcin 1:20:46/77 Robert 1:20:34/74*
Najpierw garść gorących news’ów – startowałem z zadaniem zmieszczenia się w 1:23h, co dałoby mi możliwość startu w Maratonie Nowojorskim. Udało się i jak tylko Roberto opracuje wycieczkę, rozpozna temat biletów itp., zapisuję się, lecę…
Przeglądam wyniki z zeszłego roku. Ostatni raz biegłem w półmaratonie w sierpniu, kiedy to wyniki Alexa i Roberta zrobiły na mnie tak wielkie wrażenie, że wydawało mi się, że nigdy nie będę miał takiego czasu. Ale minął rok i oto jestem. Obaj, co prawda, uciekają ostro do przodu i pewnie nigdy ich nie dogonię
Przed startem znalazłem zawodnika (Krzysztof Protas z entre.pl – dzięki!) który też biegł na 1:23. Postanowiłem biec z nim – tym bardziej, że jest o wiele bardziej doświadczony niż ja. Więc wystartowaliśmy razem. Na pierwszym kilometrze zarobiliśmy parę sekund i tak było do końca. Przez jakiś czas wydawało mi się, że nie dam rady, że tempo jest zbyt duże. Bolały mnie mięśnie, kolega odszedł mi na parę niezłych metrów. Ale udało mi się dojść do siebie i biegliśmy razem. Na każdym kilometrze zarabialiśmy parę sekund. Czasem kogoś wyprzedziliśmy, czasem ktoś nas.
Na 12tym kilometrze stwierdziłem, że koniec tego babskiego truchtu i przyspieszyłem, doganiając zawodnika przed nami, zostawiając kolegów z tyłu. Wiedziałem, że zostało raptem parę kilometrów do końca i co by nie było – dam radę! Wyprzedzałem i wyprzedzałem, w końcu wyprzedziłem nawet tych wszystkich, którzy w trakcie biegu wyprzedzili nas. Biegło się świetnie. Aż tu nagle zobaczyłem koszulkę Roberta i jego charakterystyczny krok. Zostało jeszcze parę kilometrów do mety i wydawało mi się, że dopadnę drania jeszcze przed metą – nie powiem, ale trochę mnie to dopingowało do wysiłku.
Gdy wbiegaliśmy do tunelu (co było niesamowicie nierealne – znaleźć się w takim miejscu po godzinie spędzonej w słońcu) Roberto był na 10 – 15 metrów. Ale – gdzie ja, gdzie on – zobaczył mnie w końcu (albo usłyszał moje pokasływanie) i przyspieszył, grzebiąc szanse na dogonienie go. Został kilometr do mety, wszyscy przyspieszyliśmy. Gdy do mety zostało 500 metrów** wyprzedziło mnie paru gości – nie czułem się na siłach ich wyprzedzić. Ale podnoszę wzrok i widzę napis ‘meta’. Przyspieszyłem jak wściekły, wyprzedziłem kolesi i znalazłem się na mecie 10 sekund za Robertem.
Nie będę komentował wyniku Alexa bo wydaje mi się nierealny!
* czasy netto
** przed rokiem bieg był rozgrywany po troszeczkę innej trasie i meta była kilkaset metrów dalej niż dzisiaj.
*** nie ma jeszcze zdjęć z biegu w sieci, więc ten oto nierealny plakat zajął ich miejsce.




