
Długo nie pisałem, prawda? Pojawiła się przerwa po ostatnich zawodach dużych, czyli maratońskich zmaganiach, po których pojawiły się takie emocje jak: zwątpienie/zmęczenie bieganiem, znudzenie, brak czasu, zamęt. Pobiegiwałem sobie to tu, to tam, powoli, żeby z formy kompletnie nie wypaść, ale bez entuzjazmu.
Miesiąc temu był start w maratonie w Sielpii (bieg przez miejscowości Piekło i Niebo) – poza tym, że wyjazd był boski, to bieg fatalny- byłem chory na anginę i po przebiegnięciu 28, dałem sobie spokój.
Rok od pierwszego startu w maratonie wybrałem się do Gdyni, aby przebiec ten swój pierwszy maraton. Wtedy brak formy nie pozwolił mi na bieg przez cały dystans. Teraz w lepszej formie, trenuję biegając do pracy – codziennie 10 w jedną, 10 w drugą. Fantazja.
Jeszcze na godzinę przed biegiem pada deszcz i nieprzyjemnie jest raczej. Potem wypogadza się- jest nie za gorąco, kałuż nie ma, trasa przygotowana. Idealnie! I ten czar nocnego biegu, i to poczucie czegoś wielkiego, bo wokół rozentuzjazmowani biegacze i kibice.

Sygnał do startu to głośny wystrzał z armatki! Jest tak niespodziewany, że Ania podskakuje obok. Ruszają, a my obserwujemy biegaczy jak nas mijają. Mijają – bo mnie tak bolą kolana od paru dni, że nie biegnę, nie dałbym rady.
Tak więc mija czas. Ktoś biegnie- klaszczę, obserwuję, chciałbym być tam za linią. A ja stoję i obserwuję- jak biegną, cieszą się, dobiegają do swojej mety.

2007-06-27 o 09:41
pierszy!
2007-07-02 o 06:25
a ta lady….? ona dobiegła…?
2007-07-25 o 10:25
dobra, nie wiem, gdzie mam mejla docię…
płytka indierockowa za free
http://thecrimea.net/
na mojego bloga nie pasuje, nie ten profil
i nie ta estetyka, ale sądzę, że powinna Ci podpasić
a- i zmień adres w blogrollu na netmuzyka.com, emeliksa skasuję za chwil kilka
nara-k