Miejsce/czas: 6/0:36:59
Liczba uczestników: 237
Alex: 26/0:39:23
Andrzej: 46/0:41:18
Ponieważ:
* rok temu zacząłem swoją przygodę z bieganiem,
* to ostatni bieg w tym roku,
to czas na pewne podsumowanie:
Jest super. Dzięki, Robert, że mnie w to wciągnąłeś!!!
A teraz o dzisiejszym biegu. Startowałem z zamiarem pobicia swojego czasu na trasie o kolejną minutę. W rzeczywistości liczyłem na 10 – 20 sekund. Przygotowywałem się, ćwiczyłem, aż nadszedł dzisiejszy dzień.

Na starcie był przeziębiony Alex, który wskazał mi zawodnika, za którym miałem biec aby osiągnąć 36:30. Wystartowaliśmy dość żwawo ale na drugim kilometrze zobaczyłem dziwny widok – po pierwsze doganiałem Alexa (który w tym momencie kaszlał i zataczał się jak stary dziad), po drugie – zawsze widziałem przed sobą sporą grupę osób – tym razem widziałem raptę pare. I co gorsza – na horyzoncie majaczył mi stu-krotny-zwycięzca-tego-biegu Marcin Kufel. Coś było nie tak
Po chwili dogonił mnie gość, za którym miałem biec i już razem pobiegliśmy do mety. Biegłem za nim do 7ego kilometra, gdzie przyspieszyłem – wyprzedziłem jego oraz grupkę, która biegła przed nami. Po jakimś czasie usłyszałem, że jest za mną – ostro napieraliśmy. Ja nie odpuszczałem, bo miałem o co walczyć – wiedziałem już, że jestem w pierwszej dziesiątce i chciałem być tego pewnym.
Ósmy kilometr – spoglądam na zegarek i wiem, że nie uda mi się złamać 37 minut
fatalnie
Wpadam na metę tuż za osobą, z którą biegłem (ale obiecuję, że następnym razem wpadnę przed nim) i na pocieszenie dowiaduję się, że jestem szósty. Zgarniam nawet medal!
Załamka. Poprawiam się nie o minutę – jak zawsze – tylko o sekundę. Alex wpdada z czasem jak nigdy – jest daleko za mną
Ale nie biegał chłopak, no i przeziębienie z którym walczył na trasie…
Andrzej wpada chwilę za nim – osiąga życiówkę, która świetnie wróży nadchodzący sezon!
Smutno tak… ostatni wpis w roku…