Miejsce/czas: 2/ 03:10:55
Robert: 03:05:xx/1

To był bieg, w którym Robert bronił zdobytego przed rokiem pierwszego miejsca. Ja natomiast startowałem treningowo – bez walki o czas, ponieważ trasa jest dość trudna – przebiega przez las, jest piaszczysta nawierzchnia, ale co gorsza – obfituje w mnóstwo podbiegów.
Gdy wystartowaliśmy utworzyły się dwie grupki (co działo się za nami, tego nie wiem): trzy osobowa grupa Roberta, która wystrzeliła do przodu jak Kenijczycy, oraz moja grupka, też trzy osobowa. W mojej obaj zawodnicy byli ode mnie o wiele lepsi, więc nie liczyłem na inne miejsce niż szóste. Zagadałem z jednym z grupy i okazało się, że biegnie na 3:30- postanowiłem zabrać się z nim. Ale po pierwszym kółku okazało się, że biegniemy trochę szybciej.
Pod koniec drugiego (bieg składał się z 6 okrążeń, każde po 7km) okrążenia jeden z zawodników odłaczył się od nas. Pod koniec trzeciego kółka odłączył się ode mnie kolejny zawodnik i zostałem sam. Trochę mnie to zmotywowało do walki – była szansa na czwartą lokatę, ponadto poczułem się silny – skoro silniejsi ode mnie odpadli na tej trudnej trasie…
Kolejne kółko przyniosło zawodnika, który biegł w grupie Roberta. Potem okazało się to nieprawdą, ale podczas biegu pomyślałem, że może przeliczył się z siłami, próbując dotrzymać kroku Robertowi. Pojawiła się szansa na trzecią lokatę, więc troszeczkę przyspieszyłem i przestałem myśleć o zmęczeniu, a tylko o doniesieniu lokaty na metę. Raz po raz odwracałem się, sprawdzając czy nikt z tych, którzy zostali z tyłu, nie odzyskał sił.
Na początku ostatniego kółka wyprzedziłem kolejnego zawodnika z grupy Roberta i to dodało mi skrzydeł, bo po cichu liczyłem na drugie miejsce. Uskrzydlony przyspieszyłem i doleciałem do mety z drugą lokatą.
Podsumowując – wystartowałem dość wolno, zamierzając mieć czas w granicach 3:20 – 3:30, a udało mi się pobić mój rekord i to na o wiele trudniejszej trasie niż w Poznaniu. Fakt, że nie straciłem sił, a każde kółko było szybsze od poprzedniego… No i to znakomite miejsce – nasz klub zdobywa dwa pierwsze miejsca!!
W oczekiwaniu na dekorację Roberto siedział na mecie i popijał napój izotoniczny (piwko) w miłym towarzystwie innych biegaczy. Nagle pojawia się Straż Miejska, bo przecież to demoralizacja. I zaczyna się przepychanka słowna, targanie Roberta do radiowozu itp. Dość zabawnie ale i dość nerwowo. Wszystko skończyło się jednak dobrze, a piwko zostało dokończone w namiocie, a potem u organizatorów w domu.


