Archiwum z maj, 2006

XI Mazowiecka Piętnastka

2006-05-28

Miejsce/czas: 77/ 01:03:48
Zwycięzca/liczba uczestników: 00:47:10/ 202

Przed biegiem przeglądałem z ciekawości forum biegaj z nami i znalazłem wypowiedzi zawodników, którzy brali tam kiedyś udział. W skrócie: od wielu lat bieg rozgrywany jest w upale, jest tak gorąco, że zdarza się, iż zawodnicy mdleją…. Zapowiadało się ciekawie :)

Tym razem nie było słońca- niebo było pochmurne. Gdy zaczęliśmy biec, zaczął padać deszcz. Nie groziło nam niebezpieczeństwo przegrzania :)

Co do biegu, to standardowo – początek powoli, potem coraz szybciej aż do ostatniego kółka, gdzie przyspieszyłem jeszcze mocniej. Tak dobrze rozłożyłem siły, że mój bieg powinien służyć jako pomoc dydaktyczna w lekcjach lekkoatletyki!

Po biegu organizatorzy zapewnili bardzo smaczny ciepły posiłek, oraz piwo! :) Naprawdę byłem zdumiony sytuacją, gdy stoję na mecie, rozmawiam z Robertem, a obok nas wielu zawodników łoi browary :)

Obejrzeliśmy latyfundia hrabiny Orzechowskiej, odebraliśmy piękne medale i sru, w strugach deszczu każdy z nas pojechał do domu…

Grand Prix Warszawy 2006 runda IV

2006-05-23

Miejsce/czas: 76/ 00:42:10
Zwycięzca/liczba uczestników: 00:32:52/ 254

Trochę trenowałem, starałem się i są rezultaty. Kolejny raz biję swój rekord. Przybiegam szybciej o całą minutę niż ostatnio.

Bieg zacząłem zwyczajowo – powoli, rozkręcałem się, a gdy na 5-tym kilometrze zobaczyłem czas (21:30), przyspieszyłem. A jak już zacząłem przyspieszać, to zacząłem też wyprzedzać. I tak jak na rowerze – nie mogłem przestać. W pewnym momencie spojrzałem na pulsometr i miałem 172 bpm, co jak na mnie, jest gigantycznym wynikiem. Nie przejąłem się tym specjalnie i biegłem dalej. Było doskonale – wyprzedzałem aż do samej mety, mijałem osoby, które wyprzedzały mnie na poprzednich edycjach tego biegu :) Dla mnie to ogromny sukces!

Po raz pierwszy, po biegu byłem kompletnie padnięty. Gdy usiadłem na chwilę tuż po przybiegnięciu na metę, bałem się wstać – tak mocno kręciło mi się w głowie z wysiłku :)

Kolejny raz nie mam zdjęcia z GP :) Więc coś innego – na zdjęciu zwycięzca tegorocznego Giro, Ivan Basso, w trakcie przedostatniego etapu. Krzywe zdjęcie wskazywałoby, że autorem jest Serrgio :-)

Wesoła Stówa

2006-05-13

Miejsce/czas: 4/ 7:32:20
Zwycięzca/liczba uczestników: 7:17:39/ 17
Dystans: 100 km (sztafeta 4 osobowa)
W rolach głównych:

  • Alexander Celiński
  • Andrzej Putz
  • Marcin Jankowski
  • Robert Celiński

Piękną słoneczną sobotę przeznaczyliśmy na okrutną i bezlitosną walkę o zajęcie pierwszego miejsca w drużynowych zawodach na 100km. Zawody miały formę sztafety 4 osobowej, w której każdy z uczestników musiał przebiec conajmniej 3 pięcio kilometrowe pętlę. Oczywiście miejsca nie były przyznawane indywidualnie ale drużynowo – więc po raz pierwszy startowaliśmy razem.

Początkowo plan przewidywał, że każdy z nas przebiegnie dłuuugi dystans – Robert, startujący jako pierwszy, miał przebiec 30km, następnie Andrzej i 20km, potem ja, też 20km, a na końcu Alex z 30-oma kilometrami. Zarówno Robert jak i Alex byli (i są) w świetnej formie przygotowując się do maratonu w Toruniu, więc przypadło im w udziale przebiegnięcie dłuższych dystansów niż mi i Andrzejowi.

Jak się okazało, inne drużyny przyjęły odmienną taktykę – zawodnicy biegali po 5km (jedną pętlę) i zmieniali się, odpoczywając podczas zmian.

Robert wystartował jako pierwszy i po 5u okrążeniach (czyli po dystansie 25km) prowadził!! Podkreślę, że po 5u okrążeniach ciągłego biegu okazał swoją supremację nad zawodnikami biegającymi po 5km. Robi wrażenie, prawda?

Gdy na scenę wszedł Andrzej, Robert zmienił naszą taktykę – mieliśmy biegać tak jak inne drużyny, czyli po jednej pętli. Bez zmian pozostawał przydział kilometrów. Zmienialiśmy się z Andrzejem biegając nasze piątki. Było okrutnie gorąco, a my staraliśmy się dawać z siebie wszystko, bowiem byliśmy na trzecim miejscu. W krótce dołączył do nas Alex i biegaliśmy we trzech na zmianę, z tą różnicą, że Alex biegał głównie 10km odcinki.

Niestety, w klasyfikacji generalnej przesuwaliśmy się nieustannie w dół – odwiedziliśmy trzecie, czwarte, a na końcu piąte miejsce. Trochę przyspieszyliśmy i udało nam się wskoczyć na miejsce czwarte. Jednak drużyna przed nami była już poza naszym zasięgiem.

Ostatnie 5km zrobił Robert i mogliśmy nareszcie odpocząć, kibicując innym zawodnikom. A było komu! W zawodach brała udział jednoosobowa sztafeta – Sławek Żółkowski. Gość przebiegł samodzielnie cały dystans 100km! Gdy mijał metę, klaskali i dopingowali go wszyscy. Jego czas, to 10 godzin. Wyobraź sobie, że biegniesz w słońcu przez 10 godzin!

Oprócz niego były i silne drużyny, oraz kompletni amatorzy. Całość zawodów była w konwencji miłego, sobotniego pikniku.

O 18tej, gdy tylko Sławek zakończył swój bieg, rozpoczęło się wręczanie nagród. Szkoda, że nie udało nam się wskoczyć na punktowane miejsce. Szczerze na to liczyłem. Na zdjęciu widać nasz team liliputów (Andrzej, Robert, Alex i ja), oraz puchary, które wygralibyśmy, gdyby tylko jedno miejsce wyżej.

Gdy my zbieraliśmy oklaski, niektóre drużyny jeszcze biegły!

Potem ognisko, kiełbaska, Robert wylewający piwo na moje buty, autografy, odczyty w zakładach pracy… A na końcu wsiadłem na rower i wróciłem do domu, zmęczony i pogryziony przez komary :)