Czas/miejsce: 01:38:39/ 317
Zwycięzca/liczba uczestników: 01:04:11/ 1066
Piękna deszczowa pogoda, ja po wyczerpujących treningach na siłowni, paru wizytach na basenie, oraz długich przejazdach na rowerku. Treningi, które poprzedzały start, zapowiadały katastrofę – o ile parę tygodni przedtem biegałem żwawo 18km przebieżki z tętnem 160 i z czasem ok. 1:37, to po dodaniu siłowni i innych – wieczorami człapałem po chodnikach, z trudem utrzymując 150 bpm.
Ale ruszam w trasę. Na początku oszczędzałem się, badałem tętno bojąc się przesadzić z wysiłkiem.

Nie wzruszony fotografującym mnie fotografem, nieubłaganie zmierzam w kierunku zwycięstwa.

Tutaj ostatnie kilometry. Już przeszedłem swoje załamania i teraz już człapię do mety. Zaraz po wybiegnięciu z tunelu liczyłem, że zobaczę metę, lub coś podobnego. Niestety, przede mną długi sznur biegaczy, a do mety jeszcze ze 2 km. Byłem naprawdę wyczerpany. Tak bardzo, że zanim dobiegłem jeszcze zrobiłem sobie jeden mały przystaneczek

Uff… wbiegając na ostatnie metry wciąż nie byłem pewien, czy to na pewno koniec. Jakby okazało się, że jeszcze kilkaset metrów, po prostu dorwałbym organizatora wyścigu…
Spojrzałem na zegar obok mety i nie byłem zadowolony z wyniku.
Ale dobiegłem i z tego jestem naprawdę zadowolony, bo było pięknie.
Tuż za linią mety rozdawano medale oraz płaszcze do przykrycia się przed zimnem. Dodatkowo, rozdawano torby z ptasim mleczkiem, którego tak bardzo potrzebowałem po biegu. Ja byłem taki skołowany, że wziąłem tylko medal, smakołyków już nie dostałem




