Archiwum z luty, 2006

XXVI Półmaraton Wiązowski

2006-02-26

Miejsce: 128/336, Czas: 01:37:02/01:07:59

Mój pierwszy półmaraton, jak widać – poszedł całkiem, całkiem :)

Na zdjęciu Robert “Mistrz”. Dlaczego umieściłem jego zdjęcie? Zwróć uwagę, że Robert (jak na każdym zdjęciu) nie dotyka ziemi biegnąc. Po prostu przez cały bieg unosi się jakieś 10 – 15 cm nad ziemią. To pozwala mu zaoszczędzić siłę, którą reszta zawodników (m.in. ja) tracą na pokonywanie oporów tarcia.

Niesamowite wrażenie zrobili na mnie ludzie niepełnosprawni, którzy brali udział w tych zawodach. Ich hart i siła… Pod koniec byłem trochę zmęczony, ale jak zobaczyłem gościa biegnącego o kulach, przy którym moje zmęcznie to … Ich walka daje dużo do myślenia.

Tutaj, w pełni sprawny, dobiegam do mety.

Mój numer startowy to 2^8, miejsce które zająłem to 2^7 – typowe liczby jak dla informatyka. Niestety :)

Biegłem z kluczykami od auta w tylniej kieszeni “spodni”. Kluczyki zamarzły i nie mogłem otworzyć auta. Tzn. co otworzę, to włącza się alarm. Błagałem, prosiłem, głaskałem… a on nic. Aż po paru minutach przytupywania z zimna i nerwowego przyciskania przycisków pilota – łajdak otworzył się :)

VI Ogólnopolski Bieg Uliczny “Grzmią pod Stoczkiem armaty”

2006-02-18

Miejsce: 54/105, Czas: 00:59:40/00:38:32

Bieg to 3 okrążenia, każde z okrążeń miało dwa wykańczające podbiegi. Niesamowity był widok jak wracało się do miasta pod koniec każdego z okrążeń. Daleko przed nami wielki stary kościół na wzgórzu na tle ciemnego nieba. Jak z filmu grozy. Gorzej, że na to wzgórze trzeba było się wspinać :)

A wyścig to okrutny hardcore. Stanąłem za blisko linii startu, więc załapałem się do grupy szybkich biegaczy. Wystartowałem oczywiście razem z nimi i to przyczyniło się do zguby. Druga rzecz, to odwodnienie – tak chciało mi się pić, że podczas biegu łapałem śnieg i go zjadałem. Hardcore! A na jednym z podbiegów stał samochód z przyczepą, na której leżały baniaki z wodą – ktoś pobierał wodę z pobliskiej studni głębinowej. Mijałem to auto 3 razy i za każdym razem zastanawiałem się czy się nie zatrzymać i nie poprosić hoć o łyk :)

Odwodniony strasznie szybko traciłem siły i bałem się, że nie starczy ich na dobiegnięcie do mety. Tuptałem jak stara baba, ale parłem do przodu. Na ostatnim okrążeniu odwracam się – i widzę, że za mną tylko dwóch zawodników. Przerażony wpadłem na metę, myśląc, że zająłem przedostatnie miejsce. Że za mną już tylko ambulans zbierający z trasy tych, którzy nie dobiegli. Załamany odebrałem medal i ukryłem się w sklepie, kupując coś do picia. Jaki byłem szczęśliwy, że w sumie nie poszło aż tak okrutnie źle :)

Tak mocno chciało mi się pić, że wydudniłem 2 litry soku, zanim dobrnąłem do domu :)

I znowu sprawa wieku- w wyścigu brał udział zawodnik, który miał 80 parę lat!